XXI

Co do galeryj włoskich, to o malarstwie ma się już pewne pojęcie i poza Włochami, a o Włoszech można mieć tylko we Włoszech pojęcie. Mnie zawsze więcej interesowała architektura tak dziwna i tak nieznana. Tam stoją pierwowzory tego, co się zna z druków i kopij, które nie dają możności odczucia rzeczywistego stosunku psychicznego do tego, co stworzyli ludzie, stanowiący zwrotny punkt ludzkiej myśli. W Wenecji byłem tylko raz w galerji, a całe dnie patrzyłem na to, co słońce robiło z pałacu Dożów, z Ś-tym Markiem, bibljoteką.

Zawsze znajdowałem mniej interesu w malarstwie, niż w widzeniu tego, z czego się malarstwo robi.

XXII

Wczoraj Manga przyniosła pakę japońskich pejzaży. Jest jakiś Hiroszygi, który jest nadzwyczajny i, pomimo tak ubogich i konwencjonalnych środków, wywołuje dużo efektu. Zrobił ulewę smugami szerokiemi na pół metra (żeby to było w naturze), skręconemi od wiatru, w czem tłamści się parę Japusów; efekt nadzwyczajny.

XXIII

Jeżeli chce się o kimś powiedzieć, że jest szczytem doskonałości w pewnym kierunku, to powiedz: Watanele Setes! W zbiorze Mangi jest jego 66 rysunków. Jest to opanowanie do ostatniego ostatka technicznych środków japońskich i pozbycie się do ostatka rutyny i konwencjonalizmu japońskiej sztuki. Banzaj Nipon!

XXIV

Ten Kraków taki mały, a taki wielki tem, co w nim jest, więc chodzę i dziwię się, że nie składają mi się nogi jak składane stalugi. Wczoraj rewidowałem malarzy. Setki studjów Stanisławskiego — są rzeczy świeże i nadzwyczaj szczere i są takie, że od wczoraj mam wielką sympatję dla tej paki puchliny. Wyczół namalował «Kaczeńce» — nadzwyczajne. Jego sztuka jest właściwie harmonizowaniem plam kolorowych. «Bo cóż, ja mam tylko ten kolor, a Stanisławski ma światło». Najjaśniejszem światłem jest pani Modrzejewska. Co za młodość duszy, a młodość to jedyna jasność życia. Że ona rozumie i współczuje całemu naszemu ruchowi po tem, co przeżyła.

Laodamja jest cudownem widzeniem, jabym na to patrzał i słuchał stale, ale publiczność nuży się tem, że niema antraktów. Tylko pani Modrzejewska może to grać. Położyłem przy jej sandałach róże; autora tragedji wziąłem za głowę i pocałowałem; on jęczał, jak jedna z dusz: „przyjdę do pana, przyjdę do pana”. Oczy zachodziły mu łzami ze szczęścia, bo widział własną duszę w najcudniejszej, jaką może mieć, postaci. Strasznie mu los sprzyja, że mógł swoją tragedję tak wystawić, i widzieć, i słyszeć! W życiu najwięcej warta młodość, a w sztuce zapał, którego bez młodej duszy mieć nie można. Pani Modrzejewska jest zawsze młoda. Trudna to rola; prawie półtorej godziny Laodamja mówi, i co mówi, i jak mówi. I dla publiczności wytrzymać w milczeniu bez przerwy jest też uciążliwe, jednak wytrzymali.