DANTON
Haha! Właśnie: póki na nią patrzy. Oparcia on w ogóle nie ma. Cała jego potęga to magnetyczne kuglarskie sztuczki, znane każdemu oszustowi na jarmarku... dlatego mi tak gładko odbił Konwencję; i dlatego Konwencja wróci do mnie, gdy on tylko zejdzie z trybuny. A jest tak zaślepiony, że sobie właśnie masę obrał za fundament dla swych ambitnych zamysłów... nie przeczuwa, że ma w niej zaciekłego wroga! — Ja się do ludu nie łaszę jak on; brzydzę się pospólstwem, wolę dobre towarzystwo. Ale gdyby naprawdę doszło do starcia — gdybyśmy się obaj odwołali do ogółu — cała Francja rzuciłaby mi się na pomoc... przeciw niemu.
CAMILLE
poniesiony
To wyzwij go! Niechże się z tobą zmierzy!
DANTON
Nie, po co? Nie chce mi się wytężać. — Przeciwnie: pojednam się z nim. Otworzę mu oczy na jego fatalną pomyłkę; ukażę mu jej straszne dla niego, a już bardzo bliskie skutki; przekonam go o swej przewadze — i podam mu rękę. Jeśli jest przy zdrowych zmysłach, ulegnie mi. Naprowadzę go na właściwą drogę do... do celu. Razem położymy koniec tej krwawej szopce.
CAMILLE
Georges: jeśli ratunek leży w kompromisie z Robespierre’em, to tysiąc razy wolę zginąć.