Ja go... Camille, twoja głupota przyprawi mnie o spazmy. — Zrozum: ja tego maniaka, tego piekielnie chytrego wariata pojąłem po ludzku — i jak ostatni dureń wyśpiewałem wszystkie swoje herezje, zasypałem go dowodami przeciw sobie, w najściślejszym znaczeniu wydałem na siebie wyrok śmierci!
dysząca przerwa
CAMILLE
otrząsa się
No to się obronisz! Masz przecie lud za sobą! — On wie, że ci nie sprosta: po cóż by nam schlebiał?
DANTON
zanosi się
Obronię się! — Lud! — Wracam właśnie z kilku lokali sekcyjnych. — Camille: motłoch już zdążył zapomnieć o moim istnieniu — a teraz patrzy na mnie tak miłośnie, żem z miejsca stracił ochotę przemawiać.
Jesteśmy izolowani jak trędowaci. Jutro lub pojutrze cała Konwencja runie na nas i rozszarpie nas na kawałki.