Więc ty myślisz, że on ci uwierzy? Gdybyś się nawet — cudem — zdołał do niego zbliżyć, cóż by on musiał sądzić o tej nagłej skrusze? Żeś nareszcie pojął swoje niebezpieczeństwo — i że przed nim tchórzysz.

A jak on umie dobić pokonanych — toś już miał nieraz okazję podziwiać. To człowiek mściwy jak sam diabeł. — Pamiętasz przecie, jak cię już raz ośmieszył, wykpił u jakobinów?

CAMILLE

opiera się ciężko o stół

Pamiętam... uratował mnie tym od wydalenia. ciszej, pochylając się ku płycie A ja — dureń — pojmuję to... dopiero dziś...

DANTON

Ho, ho! Uratować mógł cię tańszym kosztem. Zahaczyłeś o jego chorobliwą drażliwość — ale to był żart zaledwie, Camille!...

Zobaczysz: doprowadzi cię do samobójstwa ze wstydu.

CAMILLE

prostuje się bezradnie