LOUISE

poderwana błyskiem szalonej nadziei

Co... wyjeżdżasz?!!...

DANTON

przesuwa rękę po głowie, posępnie wpatrzony w stół

Tak jest — wyjeżdżam. — Na długo.

LOUISE

trzęsie się z radości — prawie szeptem

Fak-tycz-nie?!!... Danton spojrzał na nią — raptem przeszywa go piorun straszliwego bólu, od którego mu się twarz wykrzywia i ciemnieje, aż przypomina w swej bezradności wstrętną maskę noworodka. Zrywa się i staje twarzą do kominka, wstrząsany drgawkami w barkach i plecach. Louise podchodzi, obserwując go z odległości dwu kroków. Z odrazą, strachem i oburzeniem Georges! Co ty wyprawiasz? — Oszalałeś?!

DANTON