Od wczoraj w południe dopiero.
ROBESPIERRE
osłupiały opuszcza ręce
Wszyscy święci!! podnosi się A zastanawiałem się, co mi jest!...
ELÉONORE
biegnie ku drzwiom
Zaraz dostaniesz bulionu. za drzwiami woła coś na dół. Tymczasem Robespierre, stojąc oparty o dressing-table, bezradnie i powoli przeciera czoło wierzchem dłoni, potem przyciska do niego równie bezcelowo obie ręce — skrzywiony rozpaczliwie, bliski płaczu, jak człowiek zbyt długo męczony. Na wejście przyjaciółki opanowuje się bardzo niedostatecznie, co ona ignoruje z taktem nieco niemiłosiernym Nim wypijesz, przygotują ci coś więcej. — Czemu stoisz? Siądź.
ROBESPIERRE
bezwładnymi ruchami wciąga kamizelkę
Dziękuję. Nie chcę nic więcej.