szept przejęcia, nawet podziwu. Rzadkie uśmiechy, potrząsania głową
CHABOT
wśród niechętnego pomruku swego rzędu, półgłosem
Żeby ten już raz skończył! Wychwalał się przez trzy dni, a jeszcze mu mało!
DANTON
Ludu! Całe me życie leży przed tobą otworem. Byłem ci towarzyszem i wodzem przez lat pięć. podniecenie wzrasta. Szmer przejęcia Nazwisko moje widnieje jak pieczęć na każdej świętej karcie twoich dziejów. We mnie, Człowieku Dziesiątego Sierpnia, Rewolucja stała się ludzkim duchem, na moim czole świeci znak Wolności!
szmer, choć stłumiony, coraz gwałtowniejszy. Wyraźne przyspieszenie pulsu. Pierwszych kilka oklasków — lecz silnie stłumione, by nie zagłuszać
Wraz z tobą strąciłem z podstaw tron zmurszały... poklask — wciąż pod tłumikiem napiętej uwagi — wzbiera a z kupy gruzów po nim w jeden miesiąc stworzyłem młode mocarstwo!
kilkanaście jawnych oklasków