ROBESPIERRE
Wejdź.
Podnosi się niechętnie na łokciu, podaje gościowi rękę i kładzie się z powrotem.
SAINT-JUST
W biały dzień siedzisz w domu i to bezczynnie?! Wszędzie cię szukałem. Jeszcześ nie odpoczął?
ROBESPIERRE
Nie. — Więc cóż?
SAINT-JUST
Definitywne zwycięstwo. Ani śladu oporu, tłum zachowuje się nawet — obojętnie. Namiętne wezwania Camille’a wywołują tylko pomruk.