A tyś mi złamał kręgosłup. Podziękujmy sobie. Rewolucja traci nas obu.

ROBESPIERRE

błędnie podnosi głowę

Przecie to niemożliwe... godzinę temu... prostuje się nagłym szarpnięciem, ujmuje twarz w wyciągnięte dłonie, silnie ściąga brwi Może to jednak obłęd.

SAINT-JUST

przez ramię

To nie obłęd, to rozpacz. obraca się. Niedbale, lecz wyraźnie Strzel sobie w łeb.

Zatrzymuje się u okna, bezmyślnie patrząc na podwórze. Robespierre stopniowo opada na łóżko, wyciąga się.

ROBESPIERRE

nagle bardzo spokojny i rozsądny