Z tryumfem znoszą to do miasta i wraz ze skórą rąbią na kawałki. Każdą część piersiową otrzymuje król, głowę odpowiedni strzelec, resztę zaś dzielą na równe części pomiędzy sobą, gotując świeżo lub wędząc w pudełkach związanych z bambusu, a zawieszonych ponad ogniskami chaty. Głównymi specjałami są wąż i pies; z każdego zwierza jedzą wszystko, nawet skórę i flaki.

Ubiór Bakundyjczyków stanowi kawał z brzegów otrzymanej materii, następnie długi nóż w drewnianej pochwie oraz obrączki, bądź ze słoniowej kości, bądź z miedzi lub żelaza, a zawieszone na rękach i nogach. Ciało przy tym smarują olejem palmowym, wyrabianym wyłącznie w tym celu, a nazywanym manyanka. Do jedzenia wyrabiają z palmy olejnej dwa inne rodzaje oleju: zwykły czerwonawy olej palmowy, zwany tu mossua, i lepszy, oczyszczony gatunek, tak zwany ndżawi.

Tak przedstawiają się główne zarysy krajów Bakundu. Poznamy je zresztą dalej, podczas podróży po tych krajach, których wspaniała przyroda zaczyna budzić się ze snu wieków.

Nikt w Europie nie oceni należycie tego kraju, bo nikt w nim nie był in extenso70 i nie poznał jego wielkich bogactw i uroczej piękności.

Długą wstęgą ciągnie się przez jego niezgłębione lasy, bystry Rio Mungo, otrzymujący liczne przypływy, a tworzący do pierwszych swych progów, znajdujących się w Eliki, wschodnią jego naturalną granicę. Z północy ogranicza go odkryte przez nas jezioro Balombi-o-Mbu, czyli jezioro Benedykta, tak nazwane na cześć hr. Benedykta Tyszkiewicza, dalej zaś Rio del Rey i góry Rumbi, aż do granic kraju Mbomboko.

Przestrzeń tę ziemi, pokrytą ciemnymi lasami ciągnącymi się to w dolinach, to po skłonach górzystych, przerzyna jeszcze drugi potok, rwący się z katarakty w kataraktę, a jest to odkryty przez nas Mały Mango.

Roślinność jest wszędzie zdumiewająca. Palmy wszelkich rodzajów, drzewa bawełniane, bombaksy, hebany, drzewa gumowe splatają liany kauczukowe, niby lina bez końca rzucona w te gąszcze, podczas gdy poniżej falują olbrzymie paprocie i najróżniejsze inne kryptogamy71 lub trawa, dosięgająca 10–12 stóp wysokości.

To morze zieleni ożywia bardzo liczny świat zwierzęcy, począwszy od stad słoni, których tu jeszcze prawie nie straszył huk strzału człowieka, a które w nocy zalewają gąszcze swymi masami, aż do małp, lampartów i najróżniejszych odcieni antylop i jeleni. W co jednak obfituje ta przestrzeń, są to płazy i owady najróżniejszych form, częstokroć ohydne, lecz ciekawe potwory, tak liczne, że stanowią po prostu ujemną stronę obrazu.

Goryl i szympans istnieją również w tych lasach, gdyż widziałem ich kości i czaszki, lecz całego lub żywego napotkać mi się nie zdarzyło. Trudno nawet niezmiernie otrzymać zabitego od krajowców, gdyż uważają mięso jego za specjał i zwykle gdy dawano nam znać o przyniesionej takiej lub owakiej zwierzynie, zastawaliśmy ją już porąbaną wraz ze skórą i czaszką.

Tak wychodziliśmy co rano w lasy, by zapoznać się z krajem i jego głównymi rysami. Fuzja ubiła czasem jaką zdobycz niestraconą, lecz w ogóle okazy te były nieliczne, gdyż ginęły w gordyjskim węźle72 bujnej roślinności, a że król Nambeleh wybierał się za dni kilka do jednego z krajów położonych na północo-zachód od Bakundu, a mianowicie do Bafuli, gdzie miał zagaić ważny palawer (sprawę), więc postanowiliśmy w ten sam dzień rozpocząć i naszą pierwszą podróż po kraju i wyruszyć z nim razem.