Chciał znaleźć jakiś pozór, aby pośpieszyć na pomoc Geronimowi. Znalazł go wpół odurzonego pod wpływem laudanum zawartego w winie.

Julian, przewidując tego rodzaju psikusa, przyrządził sobie na wieczerzę czekoladę przywiezioną z Paryża. Nie był w stanie rozbudzić śpiewaka, aby go skłonić do wyjazdu.

— Gdyby mi dano całe królestwo Neapolu — powiadał artysta — nie wyrzekłbym się w tej chwili rozkoszy spania.

— Ale siedmiu panujących?

— Niech czekają.

Julian odjechał sam i dobił bez dalszych przygód do wysokiej osobistości. Stracił cały ranek na zabiegach o audiencję. Szczęściem, około czwartej książę wybrał się na przechadzkę. Julian ujrzał go idącego pieszo i nie zawahał się poprosić o jałmużnę. Zbliżywszy się na dwa kroki do dostojnika, wydobył zegarek margrabiego i pokazał go znacząco.

Proszę iść za mną z daleka — rzekł książę, nie patrząc.

Uszedłszy z ćwierć mili, książę wstąpił do małej kawiarenki. W tej to nędznej gospodzie, w jakiejś ciupie Julian miał zaszczyt wyrecytować księciu cztery stronice noty.

Proszę jeszcze raz i wolniej — brzmiała odpowiedź.

Książę porobił notatki.