Idź pan pieszo do najbliższej stacji pocztowej. Zostaw tu rzeczy i kolaskę. Dostań się, jak zdołasz, do Strasburga, dwudziestego drugiego zaś — (było to dziesiątego) — bądź o wpół do pierwszej w południe w tej samej oberży. Nie wychodź aż za pół godziny. Milczenie!

Oto jedyne słowa, jakie Julian usłyszał. Wystarczyły, aby go przejąć uwielbieniem. „Oto jak załatwia się sprawy — pomyślał — cóż by powiedział ten wielki mąż stanu, gdyby słyszał przed trzema dniami naszych gadułów?”

Julian dostał się za dwa dni do Strasburga; był przeświadczony, że nie ma tam nic do roboty. Nadłożył drogi dla zmylenia tropu. „Jeśli ten czart Castanède mnie poznał, niełatwo spuści mnie z oka... Z jakąż rozkoszą zadrwiłby ze mnie i udaremniłby mą misję!”

Ksiądz Castanède, naczelnik policji Kongregacji na całej północnej granicy, nie poznał go na szczęście; jezuici zaś w Strasburgu, mimo że czujni, nie wpadli na myśl śledzenia Juliana. W swoim błękitnym fraczku z orderem wyglądał na młodego wojskowego mocno zajętego swą osobą.

LIV. Strasburg

O urzeczenie! ty posiadasz całą potęgę miłości, całą jego moc wytrwania w nieszczęściu. Jedynie jej urocze słodycze, jej upojenie znajdują się poza twą sferą. Nie mogłem powiedzieć, widząc ją śpiącą: ta anielska piękność, tak rozkosznie słaba, należy do mnie! Oto ją mam w swojej mocy, ją, którą niebo stworzyło w swym miłosierdziu, aby zachwycić serce mężczyzny.

Oda Schillera

Zniewolony spędzić tydzień w Strasburgu Julian silił się rozerwać myślami o chwale wojennej i poświęceniu dla ojczyzny. Byłże tedy zakochany? Nie miał pojęcia; czuł tylko w udręczonej duszy, że Matylda jest bezwzględną panią jego szczęścia jak i wyobraźni. Potrzebował całej siły charakteru, aby się nie poddać rozpaczy. Nie było w jego mocy myśleć o rzeczach niemających związku z panną de la Mole. Ambicja, zadowolona próżność odrywała go nieraz od uczuć, jakie budziła w nim pani de Rênal. Matylda pochłonęła wszystko; znajdował ją w każdej myśli o przyszłości.

W którąkolwiek stronę Julian spojrzał, przyszłość wydawała mu się nędzna i chybiona. Ten sam człowiek, w Verrières tak pełen zarozumienia61 i pychy, obecnie popadł w nadmiar śmiesznej skromności.

Trzy dni wprzódy byłby zabił z przyjemnością księdza Castanède; w Strasburgu zaś, gdyby dziecko wszczęło z nim kłótnię, ustąpiłby dziecku. Rozmyślając na nowo o przeciwnikach i wrogach, których spotkał w życiu, dochodził zawsze do wniosku, że wina była po jego stronie.