Coraz cieplej, coraz parniej,

W końcu obiad w dużej sali,

Barszczyk, łosoś, comber sarni,

Znów podają «jubilata»

W różnych sosach na patelni,

Znów się każdy głąb z nim brata,

Kpiąc zeń coraz to bezczelniej,

Aż wreszcie, dobrze gdzieś rano,

Gdy wyssą wszystkie likwory,

I każdy pałę zawianą,