Słoneczko wita swym pierwszym promykiem,

Na który w odzew bucham szczęścia rykiem...

Drugi już tydzień pędzę w tym przybytku,

Gdzie nafta mieni się w wino szampańskie,

Literat biedny, przywykam do zbytku,

Dzieląc bratersko te igraszki pańskie;

Cud kanaeński witam duszą całą,

Myśląc pobożnie: ach, byle tak trwało!...

Ach, gdybyż w słowach móc oddać zupełnie

To, co w pijackim łbie gzi się cichutko!