Patrzę w niknące szlaki,
Uśmiecham się do środka,
A każdy uśmiech taki
To jakby jedna zwrotka.
Patrzę z mych lat dojrzałych,
W «przeszłość spowitą mgłami»
I z oczu posmutniałych
Ach, psipsi robię łzami...
W Paryżu, w marcu 1912 r.
Patrzę w niknące szlaki,
Uśmiecham się do środka,
A każdy uśmiech taki
To jakby jedna zwrotka.
Patrzę z mych lat dojrzałych,
W «przeszłość spowitą mgłami»
I z oczu posmutniałych
Ach, psipsi robię łzami...
W Paryżu, w marcu 1912 r.