Cynicznie tylko rozśmiał się,

Popatrzył na mnie jak na bzika,

W bocznej ulicy szybko znika

I gdzież ja teraz pójdę, gdzie?

Za chwilę szabes, pierwszy zmrok,

Drobnych w kieszeni ani troszkę:

Mniejsza z tym, wołam na dorożkę,

Na Kaźmierz każę pędzić w skok.

Panie Gajer, mówię bez tchu,

Potrzebuję gwałtem koron stu,