W zimowy wieczór spieszysz do teatru,

W fotelik miękki rozkosznie się wtul:

Ciepło, zacisznie, ni śniegu, ni wiatru,

Tragedii sobie wysłuchasz jak król!

Z piątego aktu prosto na kolację,

W gazetce znowu jest nowinek dość:

Tu masz bankructwo, tam znów licytację,

Z trzeciego piętra zleciał jakiś gość!

Tak sobie chodzisz wesoły jak ptaszek,

Radosną wszędzie życia widzisz twarz;