przywrócę ogień ścianom, ziemi rozpacz ciał

i łzę jak krwi kruszynę zawieszę pod powieką

jak On planety bryłę w księżyca zmienił kształt.

Byście na niebo patrząc poznali ognia szyszkę

i ziemię z nim spojoną i twarz człowieczą w nim

i rąk muzykę niemą jak strun rozbitych skrzypiec,

gdy ołów w serce mierzył jak topór srebrny w pień.

Byście przymknięciem oczu mówili: właśnie tutaj,

gdzie namiot sosny burej i ornat wąskich rżysk

łamali siwą młodość łagodni tak i smutni