I tak opowiadał o tej utarczce swej ze straszną, bezoką Mocą:

— Kazałem hadwokatowi, aby pisał o śmierzć.

A ten pyta: gdzie jej zamieszkanie?

Jak ci dam w kark, to zaroś będzies wiedzioł, gdzie je ona! —

I chichotał...

Mędrzec Zmierzchoświt zapewnił mu izbę dostatnią, gdzie miał co dzień to, co tak lubił: mliczko i ciepło.

Wzgardził po tygodniu kątem.

— Co ja tam będę robił? babsko je stare, brzyćkie. Takie to dziady!... —

Gandara był strojniś, wybredzał, nim co raczył przyjąć. Umiał do żywego wydrwić niefortunnego ofiarodawcę starych butów lub niewyborowych rękawic zimowych.

Chodziła po nim gawiedź, tj. insekty swojskie, ale dusza jego była krynicą wielkiej mądrości, swobodnego tworzenia swego własnego, z głębin natury chłopskiej wydobytego światopoglądu.