Na św. Szczepan, w ostatni dzień umierającego roku, przyszedł do Wieszczki Mary bardzo smutnej, która była sama. Pijąc nietalijskie, jak myślał, a właściwie dalmatyńskie wino, tak się dziwnie rozwieszczył, że mówić począł w natchnieniu ogromnym, zawierając całą mądrość chłopską w potężnych Ezechielowych wizjach:
— Obłoki się otwierały, jako to u was dźwirze do pokoja, do piątego razu odmykały się do nieba!
A wicie, co to niebo?
Jak sie niebo zamkło, upadł na ziem krzyz.
A ja podniósł ten krzyz, bo żaden nie kciał go dźwignąć.
Telo głupik wte było, co i dziś!
Krzyza to nie miał kto podnieść, to ja go wzion ten krzyz i podźwignon, i poseł z krzyzem po świecie...
A każdy na mnie do dziśka woła: tyś głupi! tyś głupi.
Tak mnie wej wysło!...
A kieś ty mądry, cemuś ty nie wzion krzyza, nie wzion i nie poniós, tylkoś me do śmierci zabił?