Wchodzę w ciemne komory, gdzie złoto krwi pleśnieje w cieniu...

Mam tysiąc zamków, a każdy jest księgą coraz głębszych znaczeń —

i żyję w wiecznym płomieniu.

Rozwieram bramy Ornaku — idę w tych grot kolumnady...

Hejnałem mógłbym zbudzić Królewnę i jej wojowniki —

lecz mą harfę oplotły straszne dziwne gady,

które już znał Herakles... Księżyc, jak wieszczy Walmiki141,

świeci w toń moją — — w toń morza... Tam wirch zdruzgotany

dawnego Boga — — —

— — — — — Polska zginęła w przepaściach, szła na takie słońca,