— Z towarzyszami piekielnymi porozumiewam się wybornie przez kanał kanalizacyjny ludzkiego jestestwa, po kilka godzin deklamując im swe poematy... Czemuż więc nie użyłbym tej zuchwałej, lecz istnie dantejskiej obrazowości, gdybym rzekł:

— W więziennej pustce wyzywam upiory,

mówiąc me wiersze przez rurę.... trzech zer...

Zagląda w me okno jedlina bez kory...

W czarnej Ładodze świeci księżyc chory,

i ze mnie, jak z fletu, dobywa pieśń — więziennych sfer!

I szydził diabeł:

— Uczyniłeś gest Apollina, który w jednej osobie zjednoczył kobietę i mężczyznę, w harmonijnej boskości mrok i świty, Wiedzę i Letargiczne Sny...

Napiąłeś myśli łuk adiamantowy, łuk nieznający drżeń, łuk posyłający śmierć wszelkiej konieczności...

(Teraz jest chwila, kiedy przekracza Ariaman zaklęte koło swego przeznaczenia: teraz wykuwa swój los. Wychodzi z zamku marzeń. Wkracza w najgłębszą rzeczywistość: odwiecznej kosmicznej Jaźni...) — — —