wyżej!

Gwiazdy zieją ogniem kosmicznym w nocach wieszczych nieodgadnionych —

a tam —

kometa, wędrowiec wieczny, dąży w pustynie, by wieścić samotnemu Złemu Myślicielowi epokę zagłady dla żyjących na ziemi...

Teraz mówię do najwyższej woli mej — wzleć wyżej! do rozżarzonej wulkanami myśli mej — wyjdź z labiryntów!

Ty Orle, szum Twoich skrzydeł, niby Ocean huczący, unosi mię, zamiast poszarpać, — płuca me napełniają się ambrozją dzikiego, świszczącego powietrza, które jest naelektryzowane Zorzą.

Unosisz mnie pędem krążącym, jak myśl nagłym — nad krainą Rosji — i aż na wielkim Meru, rozpostartym niby ptak nad krainą lodów, nad indyjskimi lasami zachowanymi w dolinach Turowego Rogu, nad morzem Pratatr, gdzie świecą wirchy, niby rubinowy korowód mnichów modlących się przed bogiem swym, Królem Wężów!

Tu powietrze niewchłonione nigdy piersią śmiertelnika, poi mię, nakarmia i ekstatycznie rozognia myślami!

Nadziemny Orle, uniosłeś mię, abym wśród tych gór najeżonych tajemnicami budował świątynię wielkiego przebudzenia — jaźni narodu polskiego.

Jeśli Szatan ni Bóg nie mogli kałuży życia przeobrazić: Ten w Królestwo Boże, tamten w Wielki Pałac Diabłów; w imię pierwsze tylu już umarło; w imię drugie — tylu wciąż naradza się do nowej potwornej imprezy —