— Swój.
— Hardyś. Opuszczę ci moją riasę584 i na niej tu ciebie zaciągnę!
Ubierz się — noc zimna.
Ludzie tu śpią i chrapią.
Ciężki jesteś, niech Bóg zachowa. Myślałem, że nie utrzymam. Teraz chyl się nisko i zaraz się odziewaj. Naród przesądny, wzięliby cię za Koszczeja bezśmiertnego lub inną potworę wodną.
Wszyscy śpią.
Chłop na nas patrzy — na ciebie, jakby cię znał!
Położył się znowu, wziął nas za senne majaki.
Ariaman, odziany riasą z kłobukiem na głowie, stanął obok czerńca, który był w bieliźnie.
— Tyś kto jest i czemu taki ponury, straszny? nie pytam. Bywa ciężko.