ludzie z moczaru wznoszą się w ekstazie świętej na gór wulkany, jakby Fuzijama603!
My w mroku — z myślami, co jakby kościół stary — myśli te więdną i butwieją —
i jak w głęboką, pustą studnię — patrzymy w otchłań naszej wiary!
Miecz i księgę bierze do rąk Mickiewicz, czyta ze św. Pawła list, a przetwarza go na życie własne.
Mickiewicz
W pracach rozlicznych — w ciemnicach obficiej, niźli w tryumfie; rażon mękami nad miarę. W śmierci częstokroć — łzy mi płyną skrycie tak gorzkie, że ich nie śmiem dać Bogu w ofiarę!
I nic, to, żem był od mędrków biczowan pięciokroć po czterdzieści plag bez jednej — litości byłem bit rózgami i raz’em604 był ukamionowan i trzykroć’em605 się rozbił w mojej barce biednej.
Noc tę pośmiertną byłem w morskiej głębi.
W drogach częstokroć — w niebezpieczeństwach rzek, w lasach, gdzie zbóje i gdzie strach ziębi oczyma powieszonych, z których duch już zbiegł...
Konały mi wierzenia jedno za drugim... złe serce, czemu nie zawyjesz? poznałem kościelny gwóźdź, który mi nie dał iść za pługiem, lecz mię przybijał do trumny w nieba osłonie.