Albowiem pewienem, że ani żywot, ani zgon — ani Aniołowie, ani księstwa, ni wszelkie duchy — ani teraźniejsze dzieje, ani przyszłych nieszczęść tron — ani moc, ani wysokość, ani w głębokości głuchej

Żadne stworzenie mię nie oddzieli od Bożej Miłości —

(która jest — zasłoną na mych oczach — w Niewiadomej Męce).

Łzy mi płyną — straszne zaobłędne łzy!... Na mogiły wychodzę, których wciąż więcej i więcej...

Jam Mojżesz, choć w pustyni nie mam już źródlanych skał! jam Eliasz, choć naród mój jest już mogiłą —

ja w czarnej otchłani będę jak Cherubim stał: duch Pański — jestem świat gniotącą bryłą.

Niewiadomy — może zły? klękam na grobie, i tak mi straszno, bo w ten grób się zwali wszystko, w com wierzył —

Głos Trismegisty

W bezmiernej chorobie!

Mag Litwor