Ariamanowi zaczynał się Mangro również podobać.
Wtem spojrzawszy w kąt komnaty drgnął nagle, porwał się i o mało nie zakrzyknął w nieohamowanym663 bólu.
W ciemnym przedpokoju stały małe widma — nad nimi Kaliruga ze sztyletem.
Wpatrywał się w tych dwoje długo, aż rozpłynęły się małe widma, uniósłszy się nieruchomymi stopami na powietrze, a cudna wiedźma zapadła pod ziemią.
Usłyszał w górze toczącą się lawinę — jakby demon piorunami śpiewał.
Zimną, wyrafinowaną mądrością starał się Ariaman zalać ogień, który go pożerał.
Pożegnał się raz jeszcze pokłonem głębokiej adoracji w stronę Zmierzchoświta, w stronę towarzystwa gestem uprzejmych obojętności.
Wszedł w las, nie oglądając się za sobą.
Serce jego podobne się stało do otchłani, przez którą przelatują meteory, gasnące w błysku nagłym i śmiertelnie bolesnym.
Mrok gęstniał w borze, przez który szły Orgie purpurowe słonecznego Katodos. Zapadło słońce w niewiadomy mrok Hadesu.