Nie trzeba żadnej kobiety, żadnej handlarki miłosnych napojów, żadnej z tych pułapek, którymi łowi Natura.

Ból sroższy niż ten osobisty, ból za wszystkie nieurzeczywistnienia Ziemi, zaczął go szarpać.

Chmura oskarżeń całego narodu przez Księcia wlokła się, błyskając bazyliszkowym wejrzeniem.

On jednak tych ludzi kochał. I rósł w nim ten rozterk Jeremiaszowy:

„Wnętrzności (wnętrzności moie thoć srodze boleią) osierdzie moie y serce moie trwożą się we mnie, tak iż zamilczeć nie mogę”.

Nagle, ciężkie dyszenie: niemal uczuł gorący dech zwierzęcia.

Miękkie, halne zioła przygłuszyły tętent...

Ręka czyjaś w mroku lasu chwyciła za chrapy jego rumaka.

Hiparion się wzdębił.

W błysku fosforyzujących je źrenic, rozszerzonych od przerażenia, jakby od atropiny, a błyskających czerwono, jak zielony za dnia kamień aleksandryt, z gatunku szmaragdów —