A Moskali już za górą

Nie widać z daleka

A niemowlę dogorywa,

Wniebogłosy krzyczy...

Szczęściem krzyki ze swej chaty

Posłyszał leśniczy.

Katarzyna biega, wyje,

Klnie swego sokoła

I wybiegłszy na pagórek,

Po imieniu woła: