Nastę wzięto na mary...»
Ot i spłakał się stary.
Bozrzewniona najmita
Drzwi oburącz się chwyta,
I mdlejąca się tarza,
I coś, mdlejąc, powtarza,
Mówi cicho, a z rzadka:
«Matka!... matka!... gdzie matka?»
V
Minął tydzień — drużki młode
Nastę wzięto na mary...»
Ot i spłakał się stary.
Bozrzewniona najmita
Drzwi oburącz się chwyta,
I mdlejąca się tarza,
I coś, mdlejąc, powtarza,
Mówi cicho, a z rzadka:
«Matka!... matka!... gdzie matka?»
Minął tydzień — drużki młode