A ja... jak niegdyś dawnymi laty,

Skoczę na konia, aż wiatr zaświszcze,

Poprosić kumów na Horodyszcze17».

Och, dziwno jakoś na świecie bywa:

Jeden na syna przekleństw przyzywa,

Wypędza z chaty, zębami zgrzyta:

Drugi, gdy w chatę syn mu zawita,

To krwawym potem, w kośbę18 czy żniwa,

Woskową świeczkę zapracowywa19,

By ją z modlitwą nieść do ołtarza,