Drzwi oburącz się chwyta,
I mdlejąca się tarza,
I coś, mdlejąc, powtarza,
Mówi cicho, a z rzadka:
«Matka!... matka!... gdzie matka?»
V
Minął tydzień — drużki młode
Korowaj 24miesiły,
Stary ojciec, jeżąc brodę,
Krzątał się co siły.
Drzwi oburącz się chwyta,
I mdlejąca się tarza,
I coś, mdlejąc, powtarza,
Mówi cicho, a z rzadka:
«Matka!... matka!... gdzie matka?»
Minął tydzień — drużki młode
Korowaj 24miesiły,
Stary ojciec, jeżąc brodę,
Krzątał się co siły.