Chorym będąc; więc oknem patrzę na podworze;
Patrzę ku kościołowi, próżna wszędzie ścieżka.
Toż dobywszy wytrzęsę na stół wszytko z mieszka.
«Nężci2, rzekę, coś zastał; pojźry na mnie krzywo,
«Schowajcie sobie, panie! szelągi na żniwo;
Ja nic za nie nie kupię; orciskiem3 mnie którem
Darujcie». Wspomnę sobie tu o samowtórym4
Kucharzu. «Poczekajże, rzekę, miły bracie,
Choćciby szelągami dosyć kopa na cię»,
I wrzeczy5 mu po orty wychodzę do sieni.