I ta nie dojdzie wody od Łazarza trocha,
Żeby język omoczył, którą na tym świecie
Ciężki poborca z niego prasą do krwie gniecie.
Starszyzna wsi kupuje, siedząc przy kominie;
Żołnierz chleba o kiju żebrze abo ginie.
Cóż mówić o prywatnych, o szlacheckich domach?
O czym się ani śniło w staroświeckich kromach,
Żeby to wszytko było (choć prędko w garść chuchnie)
Dla stroju do szkatuły, dla stołu do kuchnie.
Własnego nawet swego nie poznałem domu!