Jechali, nie czekając jego podwieczorku;
Dawno by konie obrok zjadły. Ów się boży5,
Że owsa nie namłócił. Wolałbym najdrożej
Kupić w karczmie, niżeli siedzieć, jak na szydłach,
Dla kapłona tłustego i gęsi w powidłach,
Choć by i kuropatwa i cukrowe wety6.
Jakoż patrząc na obrus i świeże serwety,
Przejźrałby7 się w talerzu, bo dopiero z szkuty8.
Trzy godziny to leży na stole dla buty9,
Wielka aparencyja10 przyszłego obiadu.