Łkaniom chłopczyka wtórował żałobnie,

A rynny rytmem rozpaczy bębniły.

W domu rodzina siadała do stołu:

Ojciec i matka, i gość przypadkowy,

A jam się w rynien wsłuchiwał bębnienie...

Byłbym był nędznym, gdybym w tej wyrobni

Niewoli, lękom ulegał jakowym!

Jak hiacynty w wiosennym ogrodzie,

Z wolna zakwitła na czole mym duma,

Pieśń przemówiła przez usta nieśmiało...