Jeszcze mi w sercu coś grało cudownie.

Byłbym był7 nędznym, gdybym w tej wyrobni

Niewoli, lękom ulegał jakowym!

I choć na chwilę zapomniał, że w piersi

Serce Kościuszków mam i Kochanowskich.

Jam się nie lękał gróźb gburów uczących

I nieraz w kozie siedziałem zamknięty,

Popołudniami, spłakany serdecznie,

Żem bez obrońców na ziemi! I często

Deszcz, trzepiąc w dachy blaszane, deszcz przykry,