Zaś ustawiczni szkolni dręczyciele.
Jak hiacynty w wiosennym ogrodzie,
Z wolna zakwitła na czole mym duma.
Odkąd się chłopiec do twierdzy dostanie,
Nie mają prawa do dziecka rodzice...,
Na czarnej ławce siedziałem porżniętej,
Uczyciel9 strasznie chłopców indagował10;
Płacz... narzekanie... krzyk i... znowu cisza.
Słońce przez szyby paliło piekielnie,
W uczelni zaduch panował koszarny11,