Wchodzą Słudzy z wieczerzą.

Kasiu, powtarzam, nie bądź takim mrukiem.

Ściągnij mi buty, urwiszu, a śpiesz się.

śpiewa

„Ksiądz Bernardyn w pewnem mieście

Od klasztoru szedł po kweście” —

Łotrze przeklęty, chcesz mi nogę skręcić?

Uderza go.

Masz coś zarobił; ściągnij drugi lepiej!

Rozjaśnij czoło, Kasiu. — Hej tam, wody!