polskie laski, bułgarskie sokowirówki i rosyjskie wydry.

Teraz, gdy nie patrzę na swoją twarz w gablotach,

chciałabym tam wrócić, kląć po polsku, obgryzać tipsy

Przedwiośnie

Jeszcze jeden odważny spacer w zimnym świetle,

kontury stają się za ostre, sople nokautują w słońcu,

ucieczki kończą się lądowaniem po drugiej stronie luster.

Na skwerku kobieta, która dawno postradała zmysły,

nazywa świat nowym dialektem, karmi gołębie chlebem,

ptaki siadają na jej ramionach i skubią spleśniałą komunię.