— Wyczekały się na nich kobiety kiej kania na deszcz! — westchnęła któraś.
— Niejedna to czekanie ciężko przypłaci, a dzieuchy najprzódziej...
— Że i trzy kwartały nie miną, a dobrodziej chrzcić nie nadąży...
— Stare, a bają trzy po trzy. Dyć na to Pan Jezus stworzył kobietę! Nie grzech mieć dziecko! — podniesła głos przekornie Grzeli z krzywą gębą kobieta.
— A wy cięgiem swoje... Zawdy za bękartami stoicie!
— A zawdy, jaże do samej śmierci każdemu do oczu stanę i rzekę: bękart czy nie, zarówno ludzkie nasienie. Prawo ma na świecie jedno i jednako je Pan Jezus szacuje, wedle zasług jeno a grzechów...
Zakrzyczały ją, wyśmiewając wzgardliwie. Zabiła ręce i pokiwała głową.
— Szczęść Boże na robotę! Jakże idzie? — krzyknęła Hanka z przełazu.
— Bóg zapłać! Dobrze, ino mokro.
— Nie brakuje ziemniaków?