— A wójt kiej malowany — szepnął ostrożnie Balcerek.
— Trza będzie pomyśleć o nowym — rzucił Kłąb.
Balcerek spojrzał na niego, ale stary dodał gorąco:
— Już wstyd przez niego na wieś idzie. Słyszeliście o wczorajszym?
— I... Bitka każdemu przytrafić się może, zwyczajnie... Drugie miarkuję: byśmy za te jego rządy nie dopłacili.
— Sam się nie rozporządza. Dyć i kasjer pilnuje, i pisarz, i urząd...
— Psy mięsa pilnują! Warują, a w końcu ty, chłopie, dopłać, bo nie dopilnowali.
— Bogać ta inaczej! Wiecie ta co nowego?
Balcerek jeno splunął i ręką machnął; nie chciał gadać, chłop był mrukliwy i przez babę zahukany, to i barzej strzegący języka.
Doszli też do Borynów.