-– Raz kozie śmierć... Mało się to naharował?
— I nama też może niezadługo przyjdzie za nim iść.
Patrzeli kwardo we świat, w pola rozkołysane, na bory widne jak na dłoni, na role zieleniące, na ten dzień jasny, ciepły i zwiesnowy, i dusze im kamieniały w rezygnacji a poddaniu się woli bożej.
— Nie zmienić tego człowiekowi, coć mu przeznaczone, nie...
I z tym się rozeszli.
Zaś drudzy tegoż jeszcze dnia i następnych poczęli nawiedzać chorego, jeno co tak samo nikogo nie poznawał, że w końcu zaprzestali.
— Jemu tylko pacierze o prędkie skonanie potrzebne — powiedział ksiądz.
A że każden miał dosyć swoich turbacji a bied, to i nie dziwota, co wrychle zapomnieli o nim. Zaś jeśli zdarzyło się komu spomnieć, to jakby o nieboszczyku.
Co prawda, to i leżał se chudziaszek w takim opuszczeniu, kieby już do grobu złożony i trawą porosły.
Komuż ta był w pamięci?