— Rodzony ociec lepszy by nie był — wołała z płaczem.
— Wróci chłop, Panu Bogu podziękujecie. Gdzie to Jagusia?
— Dyć jeszcze do dnia pojechała do miasta z matką i z wójtem. Powiadały, co do rejenta. Stara pono gront przepisuje na córkę.
— Wszystko Jagnie? A chłopaki?
— Przez złość do nich, że to chcą działów. Piekło tam u nich, a to dzień nie mija przez kłótni. Zaś wójt broni Dominikowej, opiekunem był nad sierotami jeszcze po śmierci Dominika.
— A ja myślałem, że co inszego, bo to mi różnie opowiadali.
— To świętą prawdę mówili. Jagną się ano opiekują, ale tak, co mi wstyd rozpowiadać podrobnie. Stary jeszcze rzęzi, a ta jak suka... Nie powtarzałabym po kim, ale samam ich w sadzie zdybała, no...
— Dajcie mi gdzie wypocząć — przerwał jej, powstając z ławy.
Chciała mu słać Józine łóżko, ale wolał iść do stodoły.
— Pieniądze dobrze schowajcie — ostrzegł ją jeszcze i poszedł.