— Zaniesłam wójtom, teraz poletę do stryjecznych... W chałupie siedzieli, izby już bielą na święta. Tak dziękowali, tak dziękowali...
Rozpowiadała szeroko, choć nikto jej za język nie ciągał, i znowu leciała na wieś, niosąc ostrożnie, w chustkę białą owiązane, miseczki z podarunkami.
— Trajkot dzieucha, ale zmyślna — zauważyła Jagustynka.
— Juści, co zmyślna wielce, jeno że do psich figlów i gdzie by się zabawić...
— Cóż chcecie? Skrzat to jeszcze, dzieciuch...
— Witek, obacz no, kto tam wszedł do chałupy! — zawołała naraz Hanka.
— Kowal poszli dopiero co!
Tknięta jakimś złym przeczuciem, pobiegła prosto na ojcowską stronę. Chory leżał jak zwyczajnie wznak. Jagna cosik szyła pod oknem, w izbie nie było więcej nikogo.
— A kajże się to Michał podział?
— Muszą być gdziesik, szukają klucza od wozów, którego byli kiejś294 pożyczyli Maciejowi — objaśniała, nie podnosząc oczu.