— Uwijojta sie tu, nasykujta, bo niedługo przydzie to.

No patrzy, jidzie taki chłopcyk, chłopcyk taki mały. Dochodzi tam do drzwi, a tam i kiełbasa sie gotuje, wszystko nasykowane. A on mówi tak:

— Gospodárzu, dejcie my troche chocioz ty ty kiełbasy, zebym tak zjod trochy, tak cuć.

Ten mówi:

— Jidź! Jo tu ci nie dum, bo jo mum jinnych gości, nie takich, jak ty!

A on mówi, ze:

— No ale chocioz troche me...

— Nic nie dostanies! Jidź!

— Ale desc taki leci, puście mie choć, zebym jo trochy nie zmok — tak mówi, — jaz tyn desc przestanie. [...]

A un mówi: