Od twojego zaru

w nocke strachu, caru,

pełno miłowenio,

pełno uciesenio.

— A wy, dziewcyny, tańcujta, śpiwojta i bowta sie.

No ji uwiły se te wionki, no chłopoki przyleciały. Przyleciały te chłopoki no ji każdy swojo tam pod poche bierze, nie, ido szukać kwiotka paproci, bo to już sie północek zbiżoł. Każdy za swojo [dziewczyną] tam idzie w te krzoki, a Marysia została sama. No ji tako zrozpaczono, patrzy: tutaj sie coś czyrni, tutaj coś bieli, coś loto, coś straszy, coś huko. No ji mówi:

— A póde tam nad Wisłe, tam mnij krzoków, zarośli, może tam nie bedzie mie straszyło.

No jidzie nad to Wisłe, patrzy: stoi święty Jan Nepamucym. No ji rzuciła sie na kolana i mówi do tego Jana:

— Świnty Janie, Marysia jestem, bidno i brzydko, i żadyn kawaler me nie chce. A tego, co go miłuje, zabrała my go ładna i bogato Aniela. A jo bym tak chciała, żeby un sie bawił ze mno na sobótkach. Ale zázdrosno Aniela nie pozwolo. Pedali6 my matuś o ty nocy świętojańskij, że sceńście przynosi kwiotek paproci, ale zeby go zdybać, to trzea chodzić szukać. Jo cie proszę, świnty Janie, dopomóż mi w te nocke, żeby mie Jasiek miłowoł.

I słyszy z figury głos: