— To dlaczego powiedziałaś „jest wielkie niebezpieczeństwo” — nieubłaganie indagował Tom.
— Bo mi się tak zdawało — jęknęła zrozpaczona Marta. — A zresztą zobaczysz, to się wyjaśni. Że było naprawdę wielkie niebezpieczeństwo, a myśmy go wyratowali.
— Niech i tak będzie — zgodził się Tom, którego ambicji pochlebiało to przypuszczenie. — Ale ty jesteś baba. To nie ma dwóch zdań! Nic nie wiesz i robisz na ślepo. I w dodatku o mało się nie rozbeczałaś!
Ale nie rozwodził się dłużej nad tym tematem, bo i jemu przykre było wspomnienie chwili, gdy nakrywali pana Andrzeja kamienną płytą.
Rozdział XII. „Może właśnie dla waszej”
Usiedli przy placu tenisowym i czekali, sami nie wiedząc czego. Ot tak, aby czas minął.
Tu ich znalazł Nik, wysłany na poszukiwania.
— Co tu robicie? — zapytał ze zdumieniem, spoglądając na dwa osowiałe osobniki tkwiące w karygodnej bezczynności na sędziowskiej ławce.
— Siedzimy sobie — odpowiedział z westchnieniem Tom.
To było coś zupełnie niepraktykowanego.