Wuj Dymitr spoważniał.
— W istocie — powiedział, zamyślając się — bodaj czy to nie trudniejsze jeszcze.
— Trzeba by go wyprawić do Szwajcarii. Przede wszystkim dlatego, że ma tam krewnych, rodzinę matki, po wtóre, jest to jedyne miejsce, gdzie będzie bezpiecznym. Można by ostatecznie do Szwecji, ale cóż tam będzie robił, w dodatku nie znając języka? Jakże go więc przetransportować do tej Helwecji?
— Tylko przez Petersburg, Finlandię, Sztokholm i Francję — powiedział wuj Miś.
— Ba! Włazić smokowi prosto w paszczę!
— No, przecież nie będziemy go gnać na Syberię — rzekł ojciec.
— Diabelnie to trudna sprawa dla zwyczajnego człowieka wydostać się teraz stąd gdziekolwiek, a cóż dopiero dla takiego, co musi się ukrywać i nie ma żadnych papierów, a raczej ma, ale kompromitujące. A toś nas ubrał Dymitrze! — zirytował się w końcu wuj Ryszard.
— Ciekawa rzecz, co innego mógł zrobić? — zaprotestował ojciec — Podług mnie sprawa w danej chwili przedstawia się tak. Trzeba dla niego zdobyć papiery obywatela szwajcarskiego, trzeba go odpowiednio ucharakteryzować, trzeba mu wyrobić pozwolenie na wyjazd i w końcu trzeba go dostawić do Helsingforsu23 i stamtąd już bezpiecznego wyprawić do Szwajcarii.
— Znakomity jesteś Auguście ze swoim „trzeba” — zaśmiał się ironicznie wuj Ryszard. — Przede wszystkim „trzeba” się zastanowić, czy choć jeden punkt twojego planu jest wykonalny.
— Wyrobienie w Petersburgu pozwolenia na wyjazd biorę na siebie, jak tylko zdobędziemy mu papiery — powiedział wuj Miś.